Stanisław W.
rap lyrics in polish with middle age guy (around 40 years old) voice, beat 140 BPM, style trap/oldschool. Style similar to Mata "patointeligencja"
00:00 / 00:00
Lyrics
Stanisław W.
Salony jebią ciszą.
Izabela, jesteś zimna jak marmur na grobie,
Tylko że grób przynajmniej coś w sobie chowa.
Ty masz uśmiech jak waluta — fałszywa, w obiegu,
A ja głupi myślałem, że serce jest w środku tego piekła.
Gardzisz mną, bo mam brud pod paznokciami od roboty,
Ty wolisz czyste ręce, nawet jak są puste jak twoje loty.
Twoja dusza to salon — błyszczy, ale śmierdzi,
A ja byłem bankomatem, co naiwnie chciał wierzyć.
Mówisz „miłość”, ale szeptem, żeby nikt nie słyszał,
Bo uczucia nie pasują do twojego nazwiska.
Jesteś produktem epoki, co sprzedała empatię,
Księżniczka bez królestwa, za to z wielkim mniemaniem.
To nie była miłość — to był jebany teatr,
Ty grałaś damę, ja robiłem za bank.
Izabela, ty nie masz serca — masz etykietę,
I boisz się życia bardziej niż biedy i ludzi.
To nie była miłość — to był chłód i kalkulacja,
Ty pieprzysz o honorze, a żyjesz z cudzej pracy.
Salony klaszczą, jak depczesz mnie w twarz,
Bo u was pogarda to jedyny luksus, jaki macie.
Patrzysz na mnie z góry, ale stoisz na trupach tradycji,
Wasz świat to muzeum — kurz, cisza i hipokryzja.
Wolisz przegranego z herbem niż faceta z jajami,
Bo przeraża cię ktoś, kto nie musi nikogo udawać.
Twoja moralność zmienia się zależnie od pogody,
A uczucia traktujesz jak obciach dla gawiedzi.
Masz w oczach pogardę i zero refleksji,
Jakby empatia była chorobą klas niższych.
I wkurwia mnie najbardziej — nie to, że mnie nie chcesz,
Tylko że mnie użyłaś, żebym zapłacił za twój teatr.
Ja chciałem świata, który coś zmieni,
Ty chciałaś przeżyć cudzym kosztem jeszcze jeden bal.
To nie była miłość — to był jebany teatr,
Ty grałaś damę, ja robiłem za bank.
Izabela, jesteś pusta jak wasze ideały,
Ładne z wierzchu, w środku strach i miałkość.
I wiesz co?
Nie jestem za niski dla ciebie.
Ty jesteś za płytka dla czegokolwiek prawdziwego.
Dziś już wiem, że nie straciłem miłości,
Straciłem czas, energię i kawałek godności.
Ty nie jesteś nagrodą, jesteś ostrzeżeniem,
Jak kończą ludzie, co mylą klasę z sumieniem.
Zostań w swoich salonach, w tej szklanej klatce,
Gdzie wszyscy są kimś, ale nikt nie jest naprawdę.
Ja wolę brud, pot i sens istnienia,
Niż być kolejnym frajerem do twojego spełnienia.
Izabela Łęcka.
Nie królowa.
Eksponat.