Hej, lej po same brzegi, nie żałuj towaru!
Disco,Pop,Pop Rap,Energetic,Male Voice
00:00 / 00:00
Lyrics
Hej, lej po same brzegi, nie żałuj towaru!
To jest wiejski ogień!
W piwnicy u dziadka, gdzie światło nie sięga,
Powstaje mikstura, to wielka potęga.
Cukier, drożdże, woda – święta to trójca,
Pędzi się wolno, by nie poczuł stwórca!
Kapie powoli, kropla po kropli,
Smak tak potężny, że aż serce skropli.
Nie szukaj banderoli, tu rządzi tradycja,
Od tego wywaru ucieka policja!
To płynny napęd, czysty i zdrowy,
Nie dla miastowych, nie dla słabej głowy!
Bimber się leje, lśni jak diamenty,
Po nim rolnik zawsze uśmiechnięty!
Mocny jak Fendt, co rwie czarnoziemy,
Pijemy go dumnie, bo wiemy co jemy!
Dajemy ogień, pole płonie złotem,
Błyszczą maszyny, to jest nasz totem!
Wpadł sołtys na podwórze, ryj czerwony ze złości,
Krzyczy: „Oddawać rury, nie chcę tu niejasności!”.
Mówi, że prawo, że Unia, że akcyza go gniecie,
A sam po cichu marzy o najlepszym bukiecie.
Chciał zabrać kocioł, chłodnicę i węże,
Myślał, że władzą dziś nas zwyciężą – hejże!
„Bierz te graty!” – krzyknąłem, rzucając złom stary,
Bo prawdziwy skarb dawno schowały już czary!
Bimber się leje, lśni jak diamenty,
Po nim rolnik zawsze uśmiechnięty!
Mocny jak Fendt, co rwie czarnoziemy,
Pijemy go dumnie, bo wiemy co jemy!
Dajemy ogień, pole płonie złotem,
Błyszczą maszyny, to jest nasz totem!
Gdy księżyc się wybił ponad czubki sosen,
Przenieśliśmy sprzęt pod sołtysa nosem.
W samym sercu lasu, gdzie paproć się kłania,
Zaczęliśmy proces wielkiego pędzenia i lania!
Dym idzie w niebo, sowa z gałęzi zerka,
A z rurki ucieka ta boska iskierka.
Płonie ognisko, bimber to absolutny sztos,
Pijemy pod gwiazdami, dopóki nie drży głos!
Jedna kolejka – laski gubią stringi,
Druga kolejka – będzie figli migli!
Bimber się leje, lśni jak diamenty,
Po nim rolnik zawsze uśmiechnięty!
Mocny jak Fendt, co rwie czarnoziemy,
Pijemy go dumnie, bo wiemy co jemy!
Mgła jeszcze gęsta, rosa buty moczy,
A my z lasu wychodzimy, przecierając oczy.
Aparatura schowana pod stertą chrustu,
Księżycówka w piersiach dodała nam gustu!
Sołtys pod sklepem przeciera okulary,
Nie wierzy własnym oczom – to nie są czary!
My nie w rowie, nie w błocie, nie w rozsypce,
Ale w kabinach, przy radosnej sołtysce!
Trzecia kolejka i świt cię zastaje?
Tylko frajer z miasta w rowie zostaje!
Kluczyk w stacyjce, mruczą nowe konie,
Zacier na rękach, ale ster w dłoniach płonie.
Lśniące traktory wjeżdżają na pole,
Czas brać się do pracy - o ja pierdolę!
Zaraz siewniki ziarno rzucą w glebę,
Bimber dał kopa, czujemy się jak w niebie.
Lachony w oknach firanki uchylają,
Bo widzą, że twardziele znów pole orają!
Bo wiejski bimberek to nasza wolność,
Daje nam siłę i wielką odporność